To nie był dla mnie łatwy czas na przechodzenie gry. Co chwilę „przeszkadzały” mi jakieś niesamowite rzeczy. Zaraz po premierze miałem weekendowy wypad do Gdyni na odsłonięcie rzeźby Blofelda (pamiętajcie o wsparciu! 🙂). Później krótki urlop. W międzyczasie KNICKS in FIVE!!! Nie jarałem się tak finałami NBA od 1998 roku!!! Cudowne mecze i w końcu (po 53 latach !!!), puchar trafia do mojego ukochanego Nowego Jorku! 🧡💙
Ale! W końcu się udało. 007 First Light już za mną i to była naprawdę NIESAMOWITA, ZACHWYCAJĄCA, WZRUSZAJĄCA i przepełniona wielką miłością do serii rozrywka jakiej James Bond w grach nie doświadczył chyba nigdy.
Origin story agenta 007, oderwane niejako od serii filmowej okazało się strzałem w dziesiątkę. Fabuła wciąga od pierwszej sceny, a gracz z każdą kolejną misją, dialogiem, przeczytaną notatką, znalezionym rekwizytem, czy odwiedzinami u M, Q i Moneypenny – staje się Jamesem Bondem. Twórcy gry przyłożyli wielką uwagę do tego jak budowana jest postać głównego bohatera, jednocześnie pozwalając nam dodawać mu swoich własnych cech poprzez wybieranie sposobu działania, komunikacji, czy nawet gustu i wrażliwości. Bo gdy nasi współlokatorzy nie mogą się zdecydować czy powiesić obraz czy plakat – pytają nas o opinię, co nam bardziej się podoba. Niby drobnostka, kompletnie nie mająca związku z fabułą, ale jak genialnie wpływająca na połączenie pomiędzy graczem a postacią (fantastyczny zabieg i trochę żałuję, że nie było tego jeszcze więcej). To co najbardziej urzekło mnie w tej grze to, że jako James nie tylko przeżywamy pełne akcji i suspensu przygody, ale też dużo czasu poświęcamy na poznawanie innych, drugoplanowych postaci, z którymi zaprzyjaźniamy się, budujemy więź i relację, a to pozwala nam o wiele bardziej emocjonalnie przeżywać całą historię. Oczywiście nie zabraknie też typowo Bondowskich zagrywek, flirtów, seksu, rewelacyjnego humoru i masy, ale to masy nawiązań do naszej ulubionej serii filmowej. Za każdym razem gdy pojawiało się nazwisko, którego James używa pod przykrywką (St. John Smythe, David Somerset czy Beech), gdy znajdowałem notatkę z projektem J.A.W.S., logo Universal Exports, odznakę klubu Blades, Jetpack, czy książki o ornitologii w swoim mieszkaniu(!), to pojawiał się na mojej twarzy uśmiech od ucha do ucha, a gdy dorzucimy do tego motywy muzyczne z OHMSS czy NTTD podczas rewelacyjnych scen akcji, to CIARY na moim ciele były nie do opisania! Wisienką na torcie i chyba moją ulubioną sceną z tej gry był moment, w którym James/gracz – uczy się zawiązywać muchę do smokingu… Wykonujemy ruchy padem wg. poleceń Q, który instruuje nas jak to zrobić. Piękne, wzruszające i absolutnie cudowne.
Poza takimi smaczkami mamy oczywiście masę fantastycznych lokacji, super dynamiczne akcje, ciekawych przeciwników, sojuszników i ultra frajdę z zaliczania kolejnych misji. „007 First Light” pojawiła się w doskonałym czasie. W momencie, w którym wszyscy bardzo już tęsknimy za kontynuowaniem serii. Na kolejny film jeszcze trochę poczekamy, ale ta gra jest najlepszym pocieszeniem i pełnoprawną historią Bondowską, której po prostu NIE MOŻECIE przegapić.
O First Light na pewno będzie tu jeszcze więcej, ale pamiętajcie też, że nadal możecie wygrać grę w konkursie na grupie!

PLAKAT
„007 First Light”. Przyznam szczerze, że szukałem pomysłu na plakat do tej gry już od kilku dobrych dni. Początkowo myślałem o zupełnie innej scenie. Nadal z resztą myślę, ale cały czas nie wiem jak to ugryźć… Ten pomysł wpadł totalnie przypadkiem. Scena przedtytułowa gry jest niesamowita, a jej końcówka i wejście w piosenkę to czysta poezja. Bardzo się cieszę, że udało mi się zrobić plakat, który do niej nawiązuje. Jeśli nie graliście i nie zamierzacie to sprawdźcie proszę link w komentarzu. Naprawdę warto.


