Na Octopus Film Festival obejrzałem właśnie „Błysk diamentu śmierci”, który w listopadzie dzięki dystrybucji Velvet Spoon będziecie mogli zobaczyć w wielu studyjnych kinach w naszym kraju.
Warto, bo jeśli jesteście otwarci na eksperymentalne i niesamowicie stylowe kino, to będziecie mieli niepowtarzalną okazję sprawdzić jak Bond może wyglądać w takiej właśnie formie. Wyobraźcie sobie połączenie 007 z Diabolik, Irmą Vep, opruszone giallo i wyglądem filmu, który spokojnie można porównać do sekwencji napisowych Maurice’a Bindera. 3/4 filmu w konwencji wejściówek do Bonda? Hmm… Sztos totalny ![]()
To wymagający seans, zarówno jak i reszta filmografii reżyserskiej pary Hélène Cattet i Bruno Forzani. Niemniej „Amer” to dla mnie arcydzieło, a ta produkcja wpadła u mnie właśnie na drugie miejsce w ich dorobku.





