Seria o Jamesie Bondzie ma mnóstwo zapamiętywalnych elementów, które przyciągają widzów przed ekrany kin i telewizorów już od 60 lat. Siłą tego zjawiska nie są jedynie motywy składające się na opowieść zawartą w samej fabule. Niezwykle ważnym składnikiem, o którym chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć jest sekwencja tytułowa, która oprócz fenomenalnych aranżacji i wokali ma do zaoferowania widzowi jedyne w swoim rodzaju napisy początkowe, wraz z towarzyszącymi im wizualnymi dziełami sztuki.
Najsłynniejszym projektantem graficznym, od którego wszystko się zaczęło był Maurice Binder. Urodził się w 1918 roku w Nowym Jorku. W latach czterdziestych pracował w firmie tworzącej kampanie reklamowe dla wielu marek. Od tworzenia plakatów i trailerów trafił do projektowania całych kampanii dla Columbia Pictures (najsławniejsze to „Gilda” i „Dama z Szanghaju”). Jego pierwsza sekwencja tytułowa znalazła się w dokumencie z roku 1957 „The James Dean Story”. W 1959 roku wyemigrował do Wielkiej Brytanii, gdzie kontynuował pracę przy napisach początkowych do filmów, a w 1962 został zatrudniony przez Harry’ego Saltzmana i Alberta R. Broccoli’ego do ich realizacji w pierwszym filmie o Jamesie Bondzie. „Dr. No” to dość kameralny film, w stosunku do następnych. Podobnie było z „wejściówką”, stworzoną wraz z animatorem (Trevor Bond), która ograniczyła się do poruszających się i migających (kultowych dziś) kropek oraz tancerzy. Miała ona też coś, co na zawsze zostało już wpisane w kanon serii – GUNBARREL. Podobno pomysł na Jamesa widzianego z perspektywy lufy pistoletu wpadł mu do głowy 20 minut przed spotkaniem z producentami ![]()
Do kolejnych dwóch filmów z serii został wybrany jednak inny, sławniejszy wtedy projektant graficzny Robert Brownjohn. „Pozdrowienia z Rosji” i „Goldfinger” z wykorzystaniem napisów, obrazów i kolorów wyświetlanych na ciałach tancerek były w tym czasie pionierskim i spektakularnym zabiegiem, który zachwyca z resztą do dziś. Przy realizacji „Operacji Piorun” powrócono jednak do angażu Maurice’a Bindera, który kontynuował swoją pracę przy sekwencjach tytułowych do Bondów aż do 16 odcinka serii, czyli do „Licencji na zabijanie”. Łącząc swój styl, również z tym wypracowanym przez Brownjohna zapisał się w historii fenomenalnymi rozwiązaniami graficznymi, które po dzień dzisiejszy są uważane za jedne z najlepszych w kinematografii.
Po śmierci Bindera, realizacja napisów początkowych trafiła do Daniela Kleinmana, który pomagał już przy ich tworzeniu do drugiego filmu z Daltonem. Wykorzystując nowe możliwości graficzne, dodał do sekwencji tytułowych wiele elementów grafiki komputerowej, dostosowując je do czasów, ale kontynuując też (z wielkim poszanowaniem) styl Bindera i Brownjohna. Z małą przerwą (napisy do „Quantum of Solace” zaprojektowało amerykańskie studio MK12), Kleinman pracował przy Bondach aż do „Nie czas umierać” i zapewne będzie zatrudniony przy realizacji kolejnych części.
Koniecznie podzielcie się w komentarzach swoimi ulubionymi sekwencjami tytułowymi! ![]()

